Śpiewać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej – śpiewał w Opolu Jerzy Stuhr. Niestety zbyt wiele osób wzięło to sobie do serca. Śpiewają i grają niezależnie od tego, czy Bozia nie oszczędziła im talentu czy też słoń nadepnął im na ucho. Tylko czy wszyscy naprawdę muszą tego słuchać? A za przeproszeniem – wokalnych antytalentów nie brakuje na ulicach, w programach rozrywkowych typu talent show czy nawet na polskiej scenie muzycznej.
Piątkowy wieczór na ulicy Floriańskiej. Niewidomy mężczyzna z niewielkim instrumentem klawiszowym stoi i brzdękoli. Brzdękoli, bo gdybym napisała, że gra obraziłabym wszystkich muzyków i tych, którzy na dźwiękach choć trochę się znają. Sprzęt również na profesjonały nie wygląda. Niestety to nie odosobniony przypadek, kiedy brak talentu idzie w parze z zamiłowaniem do publicznych występów. Dziecko romskiego pochodzenia na ulicy czy w tramwaju z nierozłącznym rekwizytem- akordeonem. Bolą uszy i szczątki muzycznej wrażliwości. Kto wieczorem spacerował po krakowskim Rynku na pewno natknął się na ekipę mężczyzn, którzy przy akompaniamencie gitary zawodzą „nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak”, raz po raz myląc słowa hitu. Zachowanie „zespołu” wskazuje na spożycie, a kartka „zbieramy na piwo” nie pozostawia złudzeń. Wszystkie te przypadki łączy brak talentu i puszka na drobne. Jeszcze muzycy czy już żebracy?

Na nasze szczęście możemy też posłuchać prawdziwych perełek. W Londynie na ulicy podczas spotkania z fanami kilka utworów zagrał zespół 30 Seconds to Mars. Na taki rarytas w Krakowie, co prawda nie mamy co liczyć, ale zdarzają się również ciekawe występy. Pewnej niedzieli trafiła mi się prawdziwa okazja. Nieopodal Kościoła Mariackiego natknęłam się na świetną kapelę. Pięciu studentów, najróżniejsze instrumenty – od tamburyna po afrykańskie bębny – i świetny wokal. Nie tylko ja byłam pod wrażeniem, bo wokół muzyków zebrała się spora widownia. Turyści, rodziny z dziećmi i wianuszek dziewczyn. Chłopak- artysta jednak robi wrażenie. „Zbieramy na rachunki, bo odcięli nam prąd” informują, ale tym razem nie mam wątpliwości, że trafiłam na najtańszy koncert, na jakim miałam przyjemność się bawić. I mimo, że jestem studentką wrzucam drobne, bo kulturę trzeba wspierać. Był też pan z gitarą, który często grywał w okolicach Empiku na krakowskim Rynku. Wzruszał, rozweselał, albo rozkręcał imprezy…dopóki nie pojawiała się Straż Miejska. Dawno go tam nie widziałam. Po cichu liczę, że pracuje nad własną płytą. Gienek Loska, Białorusin znany jako zwycięzca pierwszej edycji X Factor oraz śpiewak uliczny. Na jego występ trafiłam, kiedy był już znanym i wziętym artystą. – Kto czuje się bogaty niech wrzuca, kto czyje się biedny niech bierze- rzucił w swoim stylu i wskazał ręką na futerał od gitary.
Wspomniane programy talent show są lustrzanym odbiciem polskiej ulicy. Możesz trafić na bardzo zdolnych artystów. Nie brakuje jednak tych, którzy chcą coś ugrać wykorzystując swoją trudną sytuację finansową, niepełnosprawność czy młody wiek. Ile głosów zostało oddanych na urocze dzieci czy ludzi błaznujących na scenie, zamiast na tych, którzy posiadają poszukiwany talent czy factor X?
Wysyłając sms-y czy wrzucając drobne do puszki sami skazujemy siebie i innych na taki, a nie inny repertuar. Pozostaje nam liczyć, że na ulicach, w telewizji, a przede wszystkim na polskiej scenie muzycznej więcej będzie uzdolnionych ludzi niż tych, którzy śpiewać powinni tylko pod prysznicem. Bo wbrew temu, co śpiewał Jerzy Stuhr, chyba jednak trochę „o to chodzi, jak co komu wychodzi…”









Leave a Reply